| << | Luty 2010 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |
| 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| O mnie |
 |
| armel |
51
|
| Czasami trzeba zapaść w cień aby odnależć światło |
| Armel- to kobieta z cienia,która wie ,że gdzieś na pewno świeci słońce... |
| Zobacz mój profil |
|
| Witali w moich progach |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
61492
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
4701
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
103
|
|
Księga gości
LATO....












Mój kraniec świata




|
|
|
10 wrzesień 2008
SIAtka......
|

"Nie wiem co planuje los.....i nie chcę wiedzieć...."
Czas najwyższy chyba coś napisać, prawda? Taaaak...Wprawdzie urodzin jeszcze nie obchodziłam , ale Interia już się uwinęła...hahaha...widać rocznikami lecą , a że jestem z czwartej dekady, to moja wina...:) Zbliża się , zbliża wielkimi krokami ta -siątka...krąży jak natrętna mucha...i co? Wszyscy wokół mnie trąbią o tym od miesięcy. A ja?...Szczerze powiedziawszy mam to w dupie (przepraszam!) ale nie mogę się powstrzymać (muszę?)...a tam, cicho być. Czy ja się gdzieś wybieram do diabła w jakieś zaświaty?..Przekraczam jakąś magiczną granicę? A może ja niedoinformowana jestem?..że teraz to tak a potem to już nic? Młodsze koleżanki (matko!!!..z kim ja się zadaję?..:) ) cały czas zadają jakieś głupkowate pytania: -Odczuwasz coś szczególnego? -Jak to jest w tym w tym wieku?( w jakim do cholery?) -Co czujesz? ( nie kaszlę, nie pluję...) -Teraz to z górki będziesz miała, nie? No jakże by inaczej!!!...Jasne!!!! OŚWIADCZENIE PIĘĆDZIESIĘCIOLATKI (niedoszłej)
Ja , wyżej podpisana ,właścicielka tego zakątka , zdrowa na ciele i umyśle(poniekąd) oświadczam co niżej następuje: 1.Zdolna jestem niesłychanie.... ( z taką głową?..no, no...hahahahaaaa...) 2.Najpiękniejsze mam ubranie.. (spróbuje ktoś się nie zgodzić?...ponoć osoby w podeszłym wieku nie odpowiadają za swe czyny...:)...) 3.Moja buzia tryska zdrowiem... (nie tylko.) 4.Jak coś powiem , to już powiem... (no!....i już!..) 5.Świetnie jeżdżę na rowerze... ( powiem więcej...po mistrzowsku...:) 6.Śpiewam lepiej niż w operze... (chcecie posłuchać?.....buuuuaaahahahahah....) 7.Znakomicie muchy łapię.... (gorzej z kurami...) 8.Wiem, gdzie Wisła jest na mapie... (jeszcze pamiętam....dziwne...) A poza tym..... Ja mam w sobie coś takiego, co nie daje spać kolegom.....:) No, kochani...teraz to ja dopiero będę szalała....:) No tak....Tak naprawdę , to chciałam napisać coś na poważnie... (nie wierzę, że to napisałam...) ale nie wyszło. Kiedy ja w końcu spoważnieję?.Toż nie wypada osobie w podeszłym wieku tak się wygłupiać...i to publicznie.....BUUUAAHAHAHA...:) Ściskam Was wszystkich bardzo mocno i życzę Słońca...nie tylko na niebie.
Ps....właśnie mi się przypomniało...Kładę to na karb starości... WCALE NIE CHCĘ SPOWAŻNIEĆ!!!!! ...i to by było na tyle... |
|
Komentarzy:
58
|
|
26 sierpień 2008
..............
|

Czas, jak to Czas, krawiec kulawy, z chińskim wąsem, suchotnik żwawy, Coraz to inne skrawki przed oczy mi kładzie, spoczywające w ponurej szufladzie. Czarne, bure, zielone i wesołe w kratkę, to zgrzebne szare płótno, to znów atlas gładki Raz - coś błysło jak złotem zamigotało zielonym klejnotem, zatęczyło na zgięciu, zachrzęściło w dotknięciu... Więc krzyknęłam: "Ach! z tego, z tego chcę mieć suknię!" Lecz Czas, jak to Czas, zły krawiec tak pod nosem fuknie: "To sprzedane, do nieba - cała sztuka - szczęśliwy, kto ten skrawek widział -niech większego szczęścia nie szuka
- To rzekłszy, schował prędko próbę do szuflady a mnie pokazał sukno barwy - czekolady - -........ M.P.J
Kochani!!!...życzę Wam mnóstwa CZASU...:))) ....u mnie Ci jego niedostatek...jak tylko go znajdę, to zamelduję się u Was.....Buziaki...i proszę o cierpliwość...:))) |
|
Komentarzy:
15
|
|
13 sierpień 2008
Leje, leje....barowo jakoś...:)
|
Zapraszam z Renią na wieczorne pogaduchy...:)...a że barowo się jakoś porobiło , będziemy nurzać się w procentach i wspominać dobre czasy.....Hahahahaaaa..zabrzmiało jak bym rozstawała się z tym światem...:)...Nic z tych rzeczy...Do zobaczenia póżnym wieczorkiem....:)))

|
|
Komentarzy:
40
|
|
04 sierpień 2008
To znowu ja....
|

Co tak długo?...Hmm Mój staruszek zasłabł i wymagał natychmiastowej reanimacji.Został sformatowany...łapie wszystko jak leci i żadna profilaktyka już nie pomoże...ciekawe jak długo tym razem wytrzyma... Tak, że ogłaszam wszem i wobec!!!! Jak długo nie będę się pokazywała, tzn. że grat wydał ostatnie tchnienie, pozbawiając mnie kontaktu z wirtualnym światem. A teraz....co się w lesie działo. A działo się...oj działo! 1. Stały punkt programu- osy wlały we mnie tyle jadu, że teraz będę pluła na prawo i lewo...więc lepiej się trzymajcie z daleka...hahahaaa..:) (pierwszy objaw zdziczenia) 2. Grubo po północy...burza...grzmi, błyska...szyszki walą po dachu...Wali ktoś do drzwi. Kolejnych etapów zdziczenia już nie było. W jednej chwili zdziczałam tak , że chyba bardziej już nie można...otwierając drzwi i wydając z siebie dziki okrzyk (WRZASK) przerażenia....Oczyma chorej wyobrażni zobaczyłam trapera...hmmm...wypisz , wymaluj Freddego Krugera...istny horror. Wymagałam natychmiastowej reanimacji, tak jak mój wysłużony komputer.... Ciąg dalszy nastąpi....:).....niebawem. Ściskam Was wszystkich kochani....kolorowych snów, bez żadnych koszmarów...:)))
|
|
Komentarzy:
19
|
|
30 lipiec 2008
Na starych śmieciach...:)
|

Witajcie kochani!!!...już jestem..dzisiaj wróciłam z lasu...Zdziczałam chyba całkowicie...hahahahaa...co na pewno z czasem zaobserwujecie...ale ponoć to niegrożne dla otoczenia, więc bez obaw, nie pogryzę....:) Dziś krótko, bo mimo że odpoczęłam i odstresowałam się znakomicie....to po całym dniu przyzwyczajania się do miasta padnięta jestem i mam już dość...wszędzie walają się brudne ciuchy....i ogólnie nie wiem w co włożyć ręce...Chyba pójdę spać...może mi się trochę w głowie rozjaśni...jak się już przyawyczaję , to zdam Wam relację z dzikiego lasu....Ściskam wszystkich gorąco i kolorowych snów życzę...:))) ...a pod zdjęciem...coś co mnie przyjemnie prześladuje... Dobranoc.:))) |
|
Komentarzy:
6
|
|
09 lipiec 2008
WAKACJE!!!
|

Kochani, czas na zasłużony( mam nadzieję ) odpoczynek....Wyjeżdżam na całe dwa tygodnie...Wybywam do świata zabitego dechami, gdzie diabeł mówi dobranoc!!! Zero nowoczesności, oprócz prądu...i cieszę się jak dziecko. Spokoju mi trzeba i tyle...Jestem w trakcie pakowania, picia kawy i pisania do Was!!! Znając swoją głowę, na pewno czegoś zapomnę...zawsze tak jest...Tęskno mi będzie do Was, ale czas szybko zleci...jak wrócę zdam szczegółową relację,...chyba , że ktoś mnie wywiezie na manowce..:)) Ściskam Was, wspominajcie o mnie choć trochę... Wybywam w to samo miejsce, co dwa lata temu....gdzieś za siedem gór i rzek....w sam środek tajemniczego lasu...spróbuję zdziczeć do reszty...hahahaaa..:))) Na pożegnanie trochę wspomnień z archiwum...jak to onegdaj bywało....pa..pa...pa..:)))
.Dostałam porządnego kopa od natury.Przez pierwsze godziny mojego leśnego życia, niedotlenione płuca krztusiły się od nadmiaru świeżego powietrza. Ale powoli, powoli....Odpoczęłam, zero stresu(wiem, że nie będzie to długo trwało-niestety)...Dziwne to uczucie, nie czytać gazet, nie oglądać telewizji....już po kilku dniach nie wiedziałam, który to dzień tygodnia, czy godzina? Jeszcze dziwniejsze było to, że wcale mi to nie przeszkadzało. Życie w takim miejscu kieruje się zupełnie innymi prawami. Nieistotnych jest wiele rzeczy, bez których człowiek z miasta nie może wręcz żyć...Koguty rano nie dawały spać...Okazały się bardziej uparte ode mnie, więc dałam za wygraną. Wstawaliśmy sobie razem i tym sposobem zyskiwałam kilka godzin więcej na obcowanie z naturą. A kontakt z nią był czasami nawet bardzo, bardzo bliski...Trzy kleszcze i wściekła osa, po której palec spuchł mi jak bania. Na szczęście pomogły okłady z zimnej, studziennej wody, której ci miałam pod dostatkiem..Przeżyłam też atak krwiożerczych, czerwonych mrówek, spotkanie z zaskrońcem, czy wszędobylskimi jaszczurkami, na które natykałam się dosłownie wszędzie...bardzo sprytne i mądre zwierzątka. Z kurami spać nie chodziłam...ha,ha,...ale o zachodzie słońca- owszem.Las szumiał swoje nocne kołysanki a rano ptaki zaglądały przez okna...cudownie śpiewały. Objadałam się ziemniakami z ogniska,kiełbasą na kiju i rybami z pobliskiego jeziora. W życiu nie zjadłam tylu jagód, więc ciągle miałam fioletowe usta, zęby i ręce, których nie mogłam domyć( a może mi się nie chciało?). Strój też pozostawiał wiele do życzenia...ha,ha,ha...Jako dzikiego człowieka lasu mało mnie to obchodziło. Jedyny kontakt z cywilizacją, to sklep oddalony o kilkanaście kilometrów i zdezelowany rower(pamiętający jeszcze którąś wojnę -chyba?) z zepsutym hamulcem i niemiłosiernie skrzypiący...Ale tubylcy to mili i uczynni ludzie, więc tak zupełnie odcięta od świata to nie byłam...I tak minęły szybciutko moje leśne wakacje z dala od miasta.Może trochę zdziczałam, ale nie do reszty...ha,ha..Muszę jednak przyznać, że to bardzo przyjemne uczucie.... Pod obrazkiem ...coś z tamtych chwil..Buziaki...:)))
|
|
Komentarzy:
19
|
|
01 lipiec 2008
Radość o poranku...
|

"...I tylko taką mnie ścieżką poprowadż' gdzie śmieją się śmiechy w ciemności..."
...To była już chyba ostatnia księgarnia w mieście. Serce waliło mi jak młotem. Weszłam do środka...rzut oka na ściany...Nie, to niemożliwe....czy to jakiś głupi kawał?.. Na półkach zamiast książek leżały sterty, dyskietek...włączone komputery wydawały niezrozumiałe dżwięki ...Matko!!!...jakieś gwiezdne wojny czy co?. Przy kasie siedziała potężna blondyna w jakimś wirtualnym kasku, z którego wystawały kolorowe żarówki. Co głową poruszyła, światełka migały i wyły niczym kogut policyjny... -Przepraszam, gdzie podziały się książki?- spytałam z duszą na ramieniu, starając się przekrzyczeć wycie syren. Oczy kosmitki zmieniły kolor... -Na jakim ty świecie żyjesz, kobieto?- zagrzmiała zachrypniętym głosem.... Kask na jej głowie zaczął podejrzanie pęcznieć...komputery migotały światełkami niczym w dyskotece...zbliżały się w moim kierunku..coraz bliżej...i bliżej...Zdążyłam pomyśleć, co czuł Makbet jak las zaczął podłazić mu pod nos..... Wybiegłam resztkami sił.. "Nie ma książek, nie ma książek...nie ma książek!!!!"...gonił mnie elektroniczny jazgot..yyyyy... Otworzyłam oczy...byłam mokra... Rany Julek!...jak coś takiego może zalęgnąć się w głowie? Skąd to się bierze? Trzy głębokie oddechy....tylko spokojnie..:) Nieeee....no nie mogłam sobie tego odmówić.Włączyłam lampkę i spojrzałam na półki. Stały w równym rzędzie...tam gdzie zawsze..moje ukochane książki. Już chciałam wydać okrzyk radości...hmmm..a może już wydałam?...obudziłam chłopaków. Starszy zaspanym głosem zapytał, co mi tak wesoło? "Cieszę się, że są książki!!!"...chyba zapiszczałam z zachwytu. Może rzeczywiście na obłąkaną wyglądałam...:)...po takim śnie!!! Spojrzeli na mnie cierpiącym wzrokiem... -Nie mogłabyś się cieszyć gdzieś o 8 rano?-ziewnął młody...i poszli...spać. Spojrzałam na zegarek...hmm..3 w nocy, no tak...a właściwie dlaczego nie?. Pora jak pora, każda dobra na uśmiech i radość, prawda?.. P.s. Wstałam o 4,50..:)....Jak dobrze wstać , skoro świt..:) Dzień dobry wróbelki...:) :) :) |
|
Komentarzy:
18
|
|
24 czerwiec 2008
Trele morele...
|

"..a tymczasem wierzymy w baśnie... i jaśniej....i jaśniej....."
Witajcie ptaszki kochane...:)....ćwierkam nadal i nie wiem czy to już nudne nie jest?.Człek to takie stworzenie,że zawsze dziury w całym musi szukać....ale póki co korzystam ze swego optymizmu i pozytywnej energii...bo kto wie, kiedy znów w swój cień wlezę na dłużej. Wczoraj ujrzałam swój kraniec świata....po raz pierwszy w tym roku.Piękny i tajemniczy , jak zwykle zresztą...i zawsze jakiś nowy, odświętny i zaskakujący...Przywiozłam parę muszelek, wiatr potargał mi włosy...a pięty mam jak u niemowlaka...:)...piesa oczywiście nażarła się piachu i opiła słonej wody...co potem robiła nie trudno się domyśleć... Dzisiaj naprawiłam osobiście swoją suszarkę do włosów...Dumna jestem niesłychanie i chwalę sama siebie ...właśnie tak, przed lustrem...hahahaa..:) moja skala przekroczyła setkę .Jak tak dalej pójdzie , to w samouwielbienie wpadnę...O rany!..jak to jest, wielbić samą siebie?...Za dużo jodu się chyba nałykałam, bo zaczynam bredzić...:) Przed moim oknem, róża tak pięknie pachnie...zwłaszcza teraz , wieczorem...jestem upojona....chyba pójdę już spać.Was też niech kołyszą czerwcowe noce...:) Kolorowych snów kochani...:)))
|
|
Komentarzy:
14
|
|
18 czerwiec 2008
Halo ziemia...:)
|

"Słońce zachodzi, minął kolejny dzień...." Poćwierkam Wam dzisiaj kochani , bo nastrój mam od dłuższego czasu wyśmienity...:)...coś mnie rozpiera... (sama jeszcze nie wiem co?)...pozytywnie do świata jestem nastawiona a optymizm wyłazi z każdego zakamarka..:)Sama się dziwię, że tyle tego mogę unieść.... Na weselisku było uroczo...Tańczyłam od rana do nocy i od nocy do rana...piłam za Wasze zdrowie też...:)...ognisko wielgachne rozpalono o północy i wtedy dopiero zaczęła się zabawa...iskry buchały do samego nieba,goście tańcowali, orkiestra grała....wyśpiewałam się za wszystkie czasy. Miałam również spotkanie trzeciego stopnia z bratem mniejszym...:)....Klemens mu było...i był z krwi i kości - jeżem...:).Zaprosiłam go do lambady, ale nie był jakoś szczególnie zainteresowany. Nieśmiały, czy jak?...z pomocą mu przyszła cała rodzinka...:)..Okazało się , że to prawie domownicy i zaprzyjażnieni z gospodarzami od dawna.Więc nie stresowałam więcej Klemensa...wleżli całą czeredą pod ławkę i nie ruszali się stamtąd do rana. ..A od rana zaczęło się wszystko od nowa....hahahaa..:) Spać nie chciało mi się w ogóle ( bardzo dziwny objaw u mnie)...zmęczona nie byłam i nadal nie jestem...i ciągle ćwierkam i ćwierkam i ćwierkam....(bardzo, bardzo dziwne).... Życzę Wam ptaszki, kolorowych snów ...i ćwierkającego poranka...:)))) |
|
Komentarzy:
15
|
|
16 czerwiec 2008
Tymczasem......:)
|

Zabalowałam...:)...Stop. Straciłam kontakt z rzeczywistością...:) Stop. (bez podtekstów proszę) Jestem na przeuroczym weselisku...:) Stop. (jeszcze) "Oj...szalałam, szalałam...:).Stop. "Niech żyje bal...Stop. "Niech żyje wolność, wolność i swoboda"...Stop. Do zobaczenia , jak wrócę na ziemię...:) Stop BUZIAKI DLA WSZYSTKICH...:)))))) |
|
Komentarzy:
4
|
|
08 czerwiec 2008
Minęło dwa lata z Wami...:)
|

''Choć już życia, psia mać - popołudnie.... Jest cudnie, jest cudnie...."
Minęło dwa lata z Wami kochani...a ja nie mam dosyć...:)...choć czasu mi wcale nie przybywa ale wiem, że tu jesteście...i w każdej chwili mogę zapukać do Waszych drzwi i pogadać, pośmiać się , czasami zadumać i pożalić....a czasami powygłupiać. Dziękuję Wam wszystkim za cierpliwość, bo różnie to ze mną bywało...:)))) DZIĘKUJĘ ZA TO , ŻE JESTEŚCIE...:))) |
|
Komentarzy:
44
|
|
01 czerwiec 2008
Dzień Dziecka
|

Wszystkim dzieciaczkom, małym i dużym, bez wyjątku, życzę aby ich dzieciństwo trwało jak najdłużej...:))) |
|
Komentarzy:
12
|
|
28 maj 2008
.....
|
Usłyszałam niedawno, że jestem trendy...Hmmm..Prawdę powiedziawszy ani mnie to ziębi ani grzeje... Zapytałam osobę, która wyraziła taką opinię, dlaczego tak sądzi? Nie umiała tego bliżej sprecyzować..No cóż?...Przyznam się, że już samo słowo mnie "dżażni"...głupie skojarzenia mam ( jak zwykle zresztą, gdy chodzi o obce słowa ). Zaczęłam się zastanawiać, w czym ta moja "trendowatość"...:)...się może przejawiać?... Z modą to raczej na bakier jestem. Stawiam na wygodę i dobre samopoczucie, i do tej pory mi to wychodzi na dobre. Poglądy?...hmmm...mam, oczywiście że mam...i nie są to poglądy wrony. Nie koniecznie są trendy....Powiedziałabym, że niektóre wręcz archaiczne są. Ponoć tylko krowa nie zmienia poglądów ( skąd to się wzięło???)....możecie mnie zaliczyć do czworonogów..:)...może mnie jeszcze kiedyś zreformują?...hahahaaa. Zachowanie?...Czasami sama siebie zaskakuję.(kładę to na karb szaleństwa)..ale ogólnie to przystosowana jestem(?)...a może tylko tak mi się wydaje? No cóż?..wynika z tego, że na końcu jakimś się ciągnę, ale czy wszyscy muszą wychodzić przed szereg? Ważne, że snu z powiek mi to nie strąca? I o to chyba chodzi? Może ktoś z Was wie, co to znaczy tak naprawdę być trendy?.. I już koniec...nie używam więcej tego przymiotnika, bo zaczyna na mnie działać , jak płachta na byka...:) No to sobie rymnęłam..:) Ściskam Was kochani ciepło i lecę kwiatki podlać..:))) |
|
Komentarzy:
17
|
|
20 maj 2008
Zdobywca....
|
 Co mnie podkusiło żeby tam wleżć?...nie mam zielonego pojęcia...zew natury jakiś, czy "cóś"?...ale wlazłam...:) Tylko się nie śmiejcie ze mnie...sama już się zryczałam ze śmiechu...i mam zakwasy...:) W końcu mam zdobywać góry, nie?..to sobie zdobyłam...hahaha. na razie drzewo.I wszystko byłoby w porządku, gdybym wybrała mniejsze...gdzieś na uboczu....ale gdzie tam. Wpakowałam się centralnie.Dopiero jak już siedziałam sobie na gałęzi.....POMYŚLAŁAM!!!....jak ja stąd zejdę..?.:)...i taka głupawka mnie naszła, że zaczęłam się rechotać i gadać sama do siebie... Już z daleka ich dojrzałam...dwóch mundurowych....szli prosto na moje drzewo...musieli usłyszeć mój głupawy śmiech...:) "Czy możemy w czymś pomóc?" Rechot jeszcze głośniejszy. "A w ogóle, co pani tam robi?" Prawie się posmarkałam.Jawne lekceważenie władzy... Przecież widać, że siedzę....to żaden protest...siedzę sobie i kontempluję....i podziwiam widoki...i zastanawiam się , jak zleżć?....bo wcześniej o tym nie pomyślałam...no..Widownia się pod drzewem uzbierała całkiem , całkiem...ale widowisko!!!! Baba na drzewo wlazła i dalej ni jak... No to im pokazałam....objęłam pień rękoma i zjechałam w dół, jak po rurze...przy okazji striptiz uskuteczniłam...bluzka mi przez głowę przeszła...przy końcu zjeżdżalni oczywiście spadłam wprost na intruzów, bo chcieli mnie łapać...ale czad!!! , krzyczała dzieciarnia..:) Zostałam oczywiście pouczona, że to nie wypada...bla, bla, bla....Trochę się porysowałam po tym zjeżdzie...:)...odczułam to dopiero pod natryskiem...No i co Wy na to?..Hahahahaaaaaa..:)...moja śledziona nie nadąża za mną....oczywiście ze śmiechu...:))) Ruszajcie zdobywać drzewa..:)...Buziaki..:)))

|
|
Komentarzy:
11
|
|
16 maj 2008
Do przodu....
|

...8 minut swobodnego spadania???...Hmmm.spadałam raptem 3 sekundy ( zdążyłam policzyć? ) i trudno powiedzieć abym poczuła się swobodnie...:)..hahaha... sama tego chciałam. Teraz obowiązkowo noga na ścianie i zmieniam opatrunki. Opuchlizna już złazi, ale zamiast na tor przeszkód, mogę jedynie w ogródku kwiatki sadzić...a to bardzo przyjemne zajęcie...czyli nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło..:). Szkoda, że rower trochę ucierpiał...a tam, jakoś go poskładam, bo mnie nosi... Za oknem trawę koszą i znowu poczułam się jak na wsi...rechot żab, iskry lecące z ogniska, smak pieczonych ziemniaków i kiełbasy na kiju...wiatr we włosach i ogromna,zielona przestrzeń.... A tymczasem kuśtykam sobie do pracy, przysiądę na chwilkę przy szumiącej fontannie, pomyślę o czymś przyjemnym..i do przodu. Ważne, że słonko świeci i wszystko kwitnie w koło . Chce się zdobywać góry..:)..a może i poszukać piątej strony świata?...hahahahahha..:) Dużo słońca Wam życzę kochani i uśmiechniętych buziaków...:))))) |
|
Komentarzy:
8
|
|
BARDZO WAŻNE!!! Mąż naszej blogowej koleżanki Śmieszki i jest ciężko chory na raka i potrzebuje 1 litra krwi dziennie. To bardzo dużo, ale możemy pomóc. Grupa krwi i dawcy i odczynnik RH są nieistotne - chodzi o ilość, jaką przekaże się ogólnie do banku krwi. Sprawa jest bardzo pilna. Zaświadczenia o oddaniu krwi wysyłajcie na adres: Andrzej Mazgaj PESEL 60092814998 Lusławice 97 32-840 Zakliczyn


Czarownice wszystkich krajów łączcie się!!!

Pełen relaks



kliknij na kwiatek

Tu też pomożesz

Słońcem malowane





Deszczem obmyte






Nocą otulone





Zapatrzone








|